Życie po COVID-19: Ponad 2 tysiące osób przeszło unikatowy program rehabilitacji

Do szpitala MSWiA w Głuchołazach przyjeżdżają pacjenci z całego kraju. Wiele z nich bardzo ciężko przeszło zakażenie COVID-19, sporo ma za sobą śpiączkę a nawet śmierć kliniczną. Po zakażeniu nie potrafią wejść na pierwsze piętro, ani przygotować posiłku. Do formy wracają pod okiem prof. Jana Szczegielniaka, który opracował unikatową w skali światowej formę rehabilitacji po zakażeniu COVID-19.

– Nie spałam całe noce. Przez miesiąc miałam gorączkę, najgorsze były duszności – opowiada pani Agnieszka z Warszawy, która jest jedną z pacjentek Szpitala Specjalistycznego MSWiA w Głuchołazach, gdzie uruchomiono unikatowy w światowej skali program rehabilitacji osób po przebytym zakażeniu koronawirusem. Autorem programu jest prof. Jan Szczegielniak, który pracuje w Katedrze Fizjoterapii Klinicznej Wydziału Wychowania Fizycznego i Fizjoterapii Politechniki Opolskiej, jest także konsultantem krajowym w dziedzinie fizjoterapii, członkiem prezydenckiej rady ds. ochrony zdrowia oraz kierownikiem Działu Usprawniania Leczniczego właśnie w Szpitalu Specjalistycznym MSWiA w Głuchołazach. Niedawno został powołany do Rady ds. COVID-19.

– Miałam już skierowanie do szpitala. Ale też szczęście, że lekarz pierwszego kontaktu bardzo dobrze się mną zajął, przeprowadził przez chorobę. Pierwszy tydzień to było takie rozpędzanie się choroby, drugi i trzeci tydzień to był stan bardzo ciężki, brałam antybiotyki, sterydy, inhalacje – wspomina pani Agnieszka.
Gdy choroba minęła, szybko okazało się, że zostawiła po sobie poważne ślady. – Mam problemy z pamięcią, kręgosłupem, bradykardię pocowidową. Mój lekarz uznał, że muszę przejść kompleksową rehabilitację, stąd z Warszawy skierował mnie tutaj, do Głuchołaz – wylicza kobieta.
– Często można usłyszeć tutaj, jak ktoś przeszedł zakażenie COVID-19. Słyszałem o wielu przypadkach śmierci klinicznej, niedawno trafił tutaj mój znajomy, który ponad miesiąc był w śpiączce. Ale spotkałem też sporo osób, które łagodnie przeszły zakażenia, ale mają powikłania kardiologiczne, pulmonologiczne – mówi pan Roman, jeden z pacjentów głuchołaskiego szpitala. – Przechorowałem COVID-19 w listopadzie, dosyć ciężko, całe szczęście nie byłem w szpitalu, chociaż lekarz już zalecał hospitalizację. Długo dochodziłem do siebie, na zwolnieniu lekarskim byłem do połowy grudnia. Przez dwa tygodnie miałem czterdziestostopniową gorączkę, później miałem problem, żeby wejść po dziesięciu stopniach, lekarz zalecił rehabilitację – dodaje mężczyzna.
– Podobne doświadczenia zbliżają, pacjenci się wspierają. Mimo poważnych przeżyć, większość ma dobry nastrój, kibicujemy sobie wzajemnie, grafik zajęć też mamy napięty – podkreśla pan Roman.

Każdy z pacjentów, który trafia na oddział prof. Jana Szczegielniaka – a dotychczas było ich już ponad dwa tysiące – przechodzi indywidualną konsultację, na podstawie której opracowywany jest dla niego kompleksowy plan rehabilitacji.
– Wykorzystujemy wirtualną rzeczywistość. To inna niż zazwyczaj forma rehabilitacji, która cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem pacjentów. Ćwiczenia w systemie wirtualnej rzeczywistości polegają m. in. na tym, że pacjent w okularach musi wykonać rozmaite zadania. W ten sposób pracujemy z osobami, które mają problem z zaburzeniem równowagi, z dysfunkcjami narządu ruchu. Inny trening funkcji poznawczej, to neuroforma z elementami rozszerzonej rzeczywistości, w trakcie którego pacjent wykonuje różne zadania, np. pracuje nad koordynacją, szybkością ruchu albo ma za zadanie coś policzyć, pomnożyć i dopiero wykonać odpowiednie zadanie, z czym sporo osób po COVID-19 ma kłopot. Korzystamy także z popularnego Xboxa, z którego korzystają bardziej sprawni pacjenci. Mogą w ten sposób grać w siatkówkę czy koszykówkę – wylicza dr Katarzyna Bogacz, specjalista fizjoterapii w głuchołaskim szpitalu oraz adiunkt w Katedrze Fizjoterapii Wydziału Wychowania Fizycznego i Fizjoterapii Politechniki Opolskiej.

– W programie rehabilitacji są także m. in. zajęcia na poprawę pamięci, koncentracji, spostrzegawczości. Wykorzystujemy program komputerowy, który podnosi lub obniża poziom w zależności od reakcji pacjent. Kolejne urządzenie to rezonans stochastyczny, który wtrąca z równowagi pacjenta w różnych kierunkach, dzięki czemu stymuluje cały układ nerwowy, mięśniowy, pomaga przede wszystkim pacjentom z problemami neurologicznymi, ortopedycznymi. Bardzo często wykorzystujemy też SIS, Super Indukcyjną Stymulację, czyli pole elektromagnetyczne wielkiej intensywności, które ma działanie przeciwbólowe, stymulujące na przeponę, poprawia mikrokrążenie w okolicach klatki piersiowej – wylicza dr Katarzyna Bogacz.
Oprócz tego pacjenci mają także treningi typowo wysiłkowe jak bieg na bieżni, jazda na rowerku stacjonarnym (także w wersji z zastosowaniem wirtualnej rzeczywistości – wtedy np. jadą wzdłuż nadmorskiego wybrzeża), ale także treningi relaksacyjne, uczą się także oddychać: specjalne paski z czujnikami rejestrują pracę przepony, pacjent dowiaduje się, w jakim rytmie należy odpowiednio oddychać.

– Niedługo po uruchomieniu programu rehabilitacyjnego trafili na nasz oddział lekarze, którzy pracowali przy osobach zakażonych, a potem sami przebywali w salach intensywnej terapii. W trakcie rehabilitacji widzieliśmy poprawę możliwości wysiłkowych, likwidację objawów związanych z dusznością, zaburzeniami równowagi, ale pozostawały objawy związane z pamięcią, koncentracją. To były na tyle silne objawy, że uniemożliwiały powrót do pracy. Wprowadziliśmy zestaw ćwiczeń z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości, ukierunkowanych na poprawę pamięci, koncentracji, koordynacji ruchowej. Okazało się, że w przypadku tych osób musieliśmy wrócić do podstawowych rzeczy związanych z pamięcią czy koncentracją i zastosować kolorowanki. Nie spodziewaliśmy się, że te objawy, które możemy kojarzyć z objawami demencji, pojawiają się u osób aktywnych umysłowo i fizycznie – wspomina prof. Jan Szczegielniak.
W podobnym stanie do Głuchołaz trafiali także prawnicy, inżynierowie.
– Program rehabilitacji był tak naprawdę początkiem procesu leczenia i długiej rehabilitacji – podkreśla profesor.

– Mówiąc o kompleksowej rehabilitacji, musimy zdawać sobie sprawę, że mamy do czynienia z różnymi, licznymi objawami, które występują o różnym natężeniu i są objawami z różnych zakresów. Przyjmijmy, że podstawowe dotyczą układu oddechowego i układu krążenia, ale także narządu ruchu, kolejne to objawy neurologiczne oraz te z zakresów psychologiczno-psychiatrycznych. Rehabilitacja kompleksowa polega na tym, że bierzemy pod uwagę wszystkie powikłania, uwzględniamy je w programie rehabilitacji. Z doświadczenia klinicznego wiem, że dla każdego objawy występujące u niego będą objawami najważniejszymi i najgorszymi, więc dla jednej osoby gorszy będzie brak możliwości wysiłkowych związanych z występującą dusznością. Mowa o możliwościach wysiłkowych, które wydają nam się prozaiczne, na które w ogóle nie zwracamy uwagi, bo nie stanowi dla nas problemu wejście na pierwsze piętro czy wykonanie posiłku, a o tym właśnie mówię – informuje prof. Jan Szczegielniak.
Kolejne powikłania to m. in. wypadanie włosów, zaburzenie wzroku, słuchu na tyle poważne, że pacjenci mają problem z posługiwaniem się telefonem, komputerem czy jazdą samochodem.
– Zakres objawów był różny, dotyczył zarówno starszych z chorobami współistniejącymi jak i osób młodych. Na początku przyjmowaliśmy osoby tuż przed 60. rokiem życia, ale szybko na oddział zaczęliśmy przyjmować także 30-latków, u których objawy uniemożliwiały powrót do normalnego życia – wylicza profesor.

Do szpitala trafiają także antyszczepionkowcy. – Były także osoby, które nie szczepiły się, zachorowały, często traciły bliskich. Nigdy nie nazwały siebie antyszczepionkowcami, raczej osobami, które się wahają, mają wątpliwości. Myślę, że sporo z nas ma wątpliwości. Ograniczenia, lockdowny wpływają na nasz stan psychiczny. Często wypowiadamy swoje zdanie na podstawie obserwacji. Mówimy, że słyszymy, że ktoś zachorował, że ktoś wziął szczepionkę i miał powikłania. Natomiast nauka opiera się na faktach i dosyć dużej statystyce związanej z badaniami. Z tym, że ta statystka nie przemawia czasami do przeciętnego człowieka. Raczej obserwujemy i na podstawie tych obserwacji wyciągamy wnioski, które czasami nie do końca są zgodne z nauką.To wszystko, co tutaj widzimy, świadczy o tym, że powinnyśmy uważać, robić wszystko, żeby nie zachorować sami i żeby nasi bliscy nie zachorowali. A to wiąże się z tym, na co nauka wskazuje, czyli szczepienie, oraz dystans, maseczka, dezynfekcja. Nauka jasno wskazuje, że osoby zaszczepione rzadziej chorują, a jeśli już, to zakażenie ma łagodniejsze objawy, krócej się utrzymujące, czyli unikamy tego, o czym mówiłem wcześniej, czyli niepełnosprawności uniemożliwiającej powrót do pracy – podkreśla prof. Jan Szczegielniak, który z całego kraju jak i świata odbiera sygnały o konieczności uruchomienia takiego samego programu.


– Ta unikatowość wiąże się z próbą dostosowania programu do szerokiego zakresu objawów, o których mówiłem wcześniej. Bardzo często zdarza się tak, że w ośrodkach wyspecjalizowanych uwaga zwracana jest na pewien zakres dotyczący np. narządu ruchu, objawów neurologicznych lub związanych z układem krążenia. Trudno jest połączyć to wszystko. Wymaga to dość dużego wysiłku oraz wszechstronnego personelu: mówimy o lekarzach specjalistach, fizjoterapeutach, opiece pielęgniarskiej ale także o psychologu.
To może stanowić pewien problem dla ośrodków, tym niemniej zarówno w Polsce jak i za granicą mamy mnóstwo kontaktów, które wskazują na potrzebę uruchamiania takiego programu. To ośrodki akademickie, instytucje polskie związane z NFZ oraz Agencją Ocen Technologii Medycznej, Ministerstwem Zdrowia, szpitale, które chciałyby ten program u siebie wprowadzić. Prowadziliśmy już kursy, staże dla zagranicznego personelu
 – wylicza profesor.
– Jako naukowiec czuję satysfakcję, że mój program pomaga ludziom, przynosi oczekiwane efekty. Bardzo mnie cieszy, że możemy się tym pochwalić, jako szpital, Politechnika Opolska, Opolszczyzna, czymś co jest wyjątkowe zarówno w skali Europy a nawet i świata – mówi prof. Jan Szczegielniak.

Podobne wpisy